Głosy i transkrypcje

Historia zaczyna się od słuchania

Rozmowy ze świadkami nagrane w projekcie: o strajku widzianym zza bramy kopalni, o wolnej niedzieli i o wspólnocie, która wtedy powstała. Każde nagranie ma pełną transkrypcję.

5 rozmów

Jastrzębie-Zdrój · wrzesień 2026

Po drugiej stronie bramy

Maria Jedynak

żona Tadeusza Jedynaka, sygnatariusza Porozumienia Jastrzębskiego

Maria Jedynak opowiada, jak 28 sierpnia 1980 roku mąż nie wrócił z pracy, jak kobiety organizowały żywność dla strajkujących i jak pod bramą kopalni czekały na podpisanie porozumienia. Mówi też o tym, że w opowieściach o roku 1980 za mało jest kobiet. Wypowiedzi są osobistymi wspomnieniami i opiniami rozmówczyni.

strajkrodzinakobietyManifest Lipcowy

Odsłuch

Po drugiej stronie bramy

Maria Jedynak · 11:33

Pełna transkrypcja

Przeczytaj rozmowę

30 fragmentów
  1. Osoba prowadząca: Jak pani pamięta tamte dni z perspektywy żony i co najbardziej zostało w pani pamięci?

  2. Maria Jedynak: Dzień dobry. Nazywam się Jedynak Maria, jestem żoną Tadeusza Jedynaka, sygnatariusza podpisanych porozumień 3 września 1980 roku. Więc co mogę powiedzieć? Mąż wyszedł 28 sierpnia z domu do pracy na godzinę siódmą. Nie wrócił po godzinach pracy, a do sklepu rzucili pomarańcze kubańskie i sąsiadka zastukała i mówi: „Niech pani idzie, bo przywieźli pomarańcze kubańskie i sprzedają po dwie sztuki”. Więc mówię: „Dobrze, niedługo święta, kupię dwa pomarańcze dla córki, będzie co jej dać na Boże Narodzenie”.

  3. Maria Jedynak: W tym czasie usłyszałam plotki wśród ludzi, że kopalnia „Manifest Lipcowy” strajkuje. Więc tak półgębkiem, pół żartem — myślałam, że to żart — postanowiłam, skoro mąż do godziny 20 nie przyjechał, spakować trochę jedzenia i wybrać się na kopalnię. A zwłaszcza że była okazja, bo były tak zwane przewozy pracownicze i na wszystkie trzy zmiany wożono ludzi do pracy. Więc o godzinie 21 był taki przewóz, wyszłam sobie na ten przewóz. Bardzo mało ludzi jechało do pracy i już w autobusie byłam pewna, że kopalnia „Manifest Lipcowy” strajkuje.

  4. Maria Jedynak: Więc przyjechaliśmy na tę kopalnię. Okazało się, że kopalnia jest bardzo obstawiona przez funkcjonariuszy milicji — nie było jeszcze w tamtym okresie zomowców, tylko bardzo dużo funkcjonariuszy milicji. No ale gdzieś mi się udało dostać pod jakąś siatkę. Chodził pan z mikrofonem, z taką tubą, przepraszam, i jak ktoś z rodziny przyszedł do strajkujących, on przez ten megafon ogłaszał: „Przyszła żona do Tadka Jedynaka, niech przyjdzie pod płot, bo dostanie jedzenie”.

  5. Maria Jedynak: No i tak to po prostu wyglądało. Zjawił się mąż po jakimś czasie i mówi: „Nie bój się, damy sobie radę. Została i druga zmiana, i pierwsza zmiana, jest nas dużo, oni nas nie pokonają”. No więc musiałam odjechać o 22.15 z powrotem do domu, bo potem bym nie miała się czym dostać do Żor, a w domu czekała na mnie córka, która miała 6 lat. No i proszę sobie wyobrazić, mąż mówi tak: „Przywieź więcej jedzenia, bo nie tylko ja jestem głodny”. Bo dużo pracowników przyjeżdżało z Żywca, z Korbielowa.

  6. Maria Jedynak: To były bardzo dalekie podróże i nie docierały do nich żony, bo nie miały jak, po prostu. No więc ja mówię: no skąd wziąć tego jedzenia? Bo po prostu w sklepach na półkach niestety nie było za wiele. Wszystko było, można powiedzieć, reglamentowane. Pomimo że były pieniądze, nie było co za nie kupić. No więc przypomniałam sobie o takim znajomym z Jastrzębia, że ma piekarnię. Mieliśmy telefon stacjonarny, jako jedni z nielicznych, ale niestety już nie działał ten telefon.

  7. Maria Jedynak: Więc rano wsiadłam i pojechałam do piekarni i pytam, czy by nie napiekł chociaż chleba, a coś do chleba od kogoś — mówię — załatwimy. No i takim sumptem, po prostu przez znajomości, zdobywaliśmy tę żywność i woziliśmy na kopalnię. No i tak wyglądały pierwsze dni strajku. I pojechałam na drugi, na trzeci dzień. Bardzo dużo ludzi się bało. Bardzo dużo ludzi odchodziło z kopalni, uciekali przez siatki. Widziałam to naocznie i nawet do męża mówiłam: „Słuchaj, nie dacie rady, bo widzę, że was już niewiele zostało”.

  8. Maria Jedynak: A on mówił: „Damy radę, bo Gdańsk wie, bo ja nadałem przekaz, że strajkujemy” — bo mąż służył w garnizonie wojskowym w Katowicach i umiał ten sprzęt obsługiwać, na tamte lata. No więc mówię: „Oni wiedzą, że myśmy stanęli”. No i w tym czasie zaczęły dołączać inne kopalnie i powiedział: „Jest nas już więcej, więc utworzyliśmy Międzyzakładowy Komitet Strajkowy”. No i po prostu byli tacy podbudowani już. No i tak jeździłam codziennie.

  9. Maria Jedynak: Szukaliśmy… No, bardziej kobiety się angażowały, bo mężowie byli w pracy. Brały urlopy, no i po prostu, żeby to jedzenie zorganizować, bo inaczej to nie było szans przetrwania. Ale wszyscy, powiem pani, na tamte czasy chętnie dawali i nie chcieli za to pieniędzy. Była taka jedność i solidarność.

  10. Osoba prowadząca: Czyli rozumiem, że to wspieranie górników strajkujących polegało właśnie głównie na tym, na przynoszeniu im po prostu żywności?

  11. Maria Jedynak: Tak, bo po prostu nie mieliśmy innej możliwości, tylko żeby mieli siły — żeby im dostarczyć jedzenie, jakieś ubrania, koce, materace, bo oni przecież tam byli na okrągło, 24 godziny na dobę. To tylko takie nasze zadanie było w tamtym czasie, żeby umieć to zorganizować. No i niestety udało się to.

  12. Osoba prowadząca: A jak w tym czasie wyglądało życie w domu? Czy dało się normalnie funkcjonować, zajmować dziećmi właśnie?

  13. Maria Jedynak: Nie dało się normalnie funkcjonować, powiem pani, bo zaraz ruszyła szkoła, więc córka poszła do pierwszej klasy. Więc ciężko było jeździć na tę kopalnię, wspierać strajkujących, pomagać, a zarazem robić zakupy, gotować — no bo zawsze chcieliśmy, żeby dostali też chociaż jakąś ciepłą zupę.

  14. Maria Jedynak: Nie mówiąc już o drugich daniach, ale żeby ta zupa była, no więc trzeba było tego dużo gotować. Więc po prostu wzięłam urlop, bo inaczej to bym nie poradziła. Wsparciem była u mnie bardzo moja mama i siostra, która mieszkała niedaleko, w Żorach też, i bardzo się zaangażowała, bo też jej mąż strajkował. Więc wspólnymi siłami żeśmy to po prostu robili. I tak to wyglądało, życie rodzinne: spotykaliśmy się na gotowaniu dużych garów i wożeniu na kopalnię, żeby oni po prostu przetrwali, przeżyli.

  15. Maria Jedynak: Ale powiem pani, była wielka jedność i taka solidarność. Każdy dawał, co miał. Nie było, że to moje, to twoje, tylko każdy dał to, co miał.

  16. Osoba prowadząca: Czy pamięta pani moment, kiedy mąż wrócił do domu po podpisaniu tego porozumienia? Jak to wyglądało? Co pani wtedy poczuła?

  17. Maria Jedynak: Tego dnia, z drugiego na trzeciego września, ja po prostu byłam przy kopalni całą noc. I nie tylko ja, bo było kilkanaście osób. Nie było nas bardzo dużo, ale była spora grupa ludzi, którzy czekaliśmy na to porozumienie — czy będzie podpisane, czy nie będzie. Bo najpierw przyjechała pierwsza komisja, jakaś z Katowic, która rzekomo miała podpisać porozumienia, ale nie podpisali, bo powiedzieli, że nie mogą tego zrobić.

  18. Maria Jedynak: Więc mąż mówi: „Skoro jesteście nieprzygotowani, to poczekam, aż przyjedzie inna komisja rządowa, która będzie mogła podpisać z nami jakiekolwiek porozumienia”. A najbardziej im zależało, żeby znieść system czterozmianowy i uzyskać wolne soboty i niedziele, żeby rodziny były razem, żeby w niedzielę zjedli wspólny obiad, a nie tylko na okrągło chodzić do pracy. No i proszę sobie wyobrazić, była bardzo ciepła noc, a nad ranem, między godziną taką trzecią a czwartą, zaczął padać taki deszczyk, taka mżawka.

  19. Maria Jedynak: I w tym momencie słyszymy okrzyki na sali BHP, że zostało podpisane to porozumienie. No i potem widzimy, że wyjeżdżają te czarne suki z tymi rządowymi limuzynami, i po prostu mówimy: „No, udało się chyba”. No i za chwilę patrzymy — otwiera się główna brama kopalni „Manifest”, no i wychodzą górnicy, że idziemy do domu, bo jesteśmy zmęczeni, i wyspać się, bo jesteśmy niewyspani. Bo oni musieli pilnować kopalni, żeby nie zrobić sabotażu, bo po prostu milicja do tego dążyła, żeby kopalni się coś wydarzyło.

  20. Maria Jedynak: Więc oni mieli podzielone brygady i tego bardzo pilnowali. No i proszę sobie wyobrazić, po tym czasie, jak oni wyszli — była to gdzieś już szósta godzina rano — ustawił się taki duży kordon nasz i szliśmy z kopalni „Manifest Lipcowy” do kościoła, do świętej Katarzyny. I śpiewaliśmy „Jeszcze Polska nie zginęła”. No i każdy szczęśliwy wrócił do domu, żeby się wyspać, wykąpać i odpocząć. I tak wyglądał ten dzień z 2 na 3 września 80 roku.

  21. Osoba prowadząca: Czy ma pani takie poczucie, że w tych opowieściach o 1980 roku za mało mówi się właśnie o kobietach, które były po tej drugiej stronie bramy?

  22. Maria Jedynak: Tak, zgadzam się. Bardzo mało się mówi o kobietach. A powiem pani tak, że gdyby nie kobiety, to ja nie wiem, czy by ci panowie dali radę na tych kopalniach. Także bardzo mało się mówi, a w tamtych czasach, no niestety, za odwagę trzeba było płacić. Ja myślę, że z racji tego, że człowiek był młody, nie zdawał sobie sprawy, co nas może spotkać. Bo nikt sobie nie zdawał sprawy. Byliśmy pewni, że musimy to wygrać — jak już się powiedziało A, żeby powiedzieć B.

  23. Maria Jedynak: Więc ja to zawsze podkreślałam: dlaczego tylko się mówi o panach, a o paniach nic, którzy naprawdę byli wielką podporą i bardzo pomagali.

  24. Osoba prowadząca: Jak pani patrzy na te wydarzenia i przeżycia po takim czasie? Co pani czuje?

  25. Maria Jedynak: Powiem pani, że chyba za dużo przyszło dobrobytu. Po prostu ludzie odeszli od siebie. Kiedyś była wielka solidarność między ludźmi. Ludzie po prostu umieli się podzielić wszystkim. A teraz, jak panią ktoś nie zaprosi na kawę, to już nie można do nikogo zapukać. I uważam, że za szybko przyszedł dobrobyt. Społeczeństwo nie było przygotowane do tego dobrobytu. I dlatego zrobiło się tak, jak się zrobiło. Podzieliło się to społeczeństwo.

  26. Maria Jedynak: I uważam, że poszło to troszeczkę w złym kierunku. Nie o to nam chodziło, żeby tak podzielić społeczeństwo. No, co więcej mogę powiedzieć?

  27. Osoba prowadząca: A gdyby mogła pani powiedzieć dzisiejszym młodym ludziom taką jedną rzecz o tym, jak naprawdę wyglądały te dni od strony rodzin, to co chciałaby pani, żeby oni zapamiętali?

  28. Maria Jedynak: No, dużo bym chciała powiedzieć młodym ludziom. Że na przykład moja siedmioletnia córka nie miała smartfona, nie miała internetu. Jak dostała dwa pomarańcze kubańskie i tabliczkę czekolady na Boże Narodzenie, to był sukces. I uważam, że dlatego jest teraz tyle nienawiści wśród młodzieży — bo ten ma spodnie z Nike, a ten z jakiegoś Adidasa. I uważam, że źle. Dużo złego, uważam, zrobił internet, że młodzież się zachłysnęła złymi rzeczami.

  29. Maria Jedynak: Po prostu — i telewizor. Był tylko 10 minut bajka dla dzieci na dobranoc. I o godzinie 21.00 telewizor był wyłączany. Nie było telewizora 24 godziny na dobę. I to też był sukces, kto go miał. Więc, moi kochani młodzi ludzie, szanujcie to, co żeśmy wam wywalczyli.

  30. Osoba prowadząca: Dziękuję pani bardzo.

Autorstwo i prawa

Nagranie: Piotr Tkocz. Opracowanie dźwięku i transkrypcji: Tech4Good. Transkrypcję rozpoznaną automatycznie poprawiono redakcyjnie i oznaczono osoby mówiące; z nagrania usunięto tylko momenty techniczne.

Opublikowano na podstawie zgody rozmówczyni. Dalsze wykorzystanie wymaga zgody organizatora projektu.